Nasz plac budowy

0
67

W czasach ledwo po komunistycznych w naszym otoczeniu znajdowało się ciągle wiele akcentów związanych z tym przedziałem czasowym. Jednym z bardzo charakterystycznych elementów były blaszane sklepiki spożywcze. Znajdowały się zazwyczaj w środku jakiegoś osiedla blisko placów zabaw szeroko rozumianych. U nas takim placem był plac budowy. Nikt wtedy nie wiedział, co miało tam powstać. Było to wielkie pole porośnięte trawą, lecz częściowo wydeptane przez nas i inne dzieci. Na terenie tym leżało dużo betonowych płyt, kręgów i innych elementów. Myśleliśmy, że powstanie tu nowe osiedle i mieszkania deweloperskie, w których zamieszkamy, kiedy dorośniemy. Bawiliśmy się beztrosko przez lata na tym placu, nie wiedząc, co nas czeka. Pewnego dnia nasze szeregi sparaliżowała smutna wiadomość. Na naszym terenie powstanie szkoła podstawowa. Oznaczało to, koniec wspólnych przygód i rozpoczęcie bezsensownej tułaczki w poszukiwaniu celu. Tak też się stało. Pewnego wrześniowego dnia mama rzekła, synu idziesz do szkoły. Opierałem się srodze, lecz wszystko na nic. Trafiłem w zimne mury szkolnictwa. Szybko jednak zrozumiałem, że nie jestem sam. Razem ze mną buło kilkuset moich rówieśników. Było dużo całkiem nowych twarzy, ale byli tam też moi przyjaciele. Szkoła stała się znośna, a po czasie była już stałą częścią naszego życia. Szkoła nauczyła nas wielu bardzo trudnych rzeczy. Największym zdziwieniem dla mnie była łatwość z jaką opanowałem język niemiecki. Poznań jest dużym miastem i miałem w młodości dostęp do satelity, a na niej pełna gama niemieckich programów dla młodzieży. Oglądając telewizję jako dziecko nauczyłem się dużej części języka nie korzystając z żadnej pomocy dydaktycznej.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here